Menu

Słońce Podkarpacia

Puławy i Natolin

kmsmat

Od pewnego czasu w obozie miłościwie nam panującej dojnej zmiany daje się wyczuć pewne dysonanse i napięcia. Chodzi rzecz jasna o przepychanki wokół reformy sądownictwa i nominacji generalskich, ale sam konflikt jest starszy, sięgający zapewne czasów PC, choć jego aktorzy rzecz jasna zmieniali się w miarę upływu czasu.

Na dziś wygląda to z grubsza tak, że daje się w PiSie wyróżnić grupę „centralną”, skupioną wokół Kaczyńskiego, i dwie autonomiczne frakcje, „liberalną” i „radykalną”. Ponieważ „centryści” są nie do ruszenia póki Kaczyński dycha, jest w miarę sprawny umysłowo i cieszy się charyzmą w elektoracie, walka o wygody i dochody toczy się między oboma skrzydłami.

Skrzydło „liberalne” kiedyś skupione było wokół Dudy (z braku laku, bo i cóż to za lider), dziś chyba wokół Morawieckiego (z braku laku..). Kojarzone jest z większym szacunkiem do zasad demokracji, ale jest to raczej wrażenie błędne, to bardziej cyniczni pragmatycy. Tu mieści się Gowin, Gliński, Kurski (afera z jego odwoływaniem i odwoływaniem odwoływania ze stołka prezesa TVPiS to inna odsłona tego samego konfliktu), poza PiSem blisko do tego towarzystwa ma Kukiz. W sferze medialnej tu należy zaliczyć TV Republika, Lisickiego z jego OdRzeczy czy tow. red. Ziemkiewicza.

Skrzydło „radykalne” to luźniejsza koalicja bez wyraźnego lidera. Uchodzi za bardziej nawiedzone, ale trudno stwierdzić, czy towarzystwo faktycznie bardziej odleciało, czy po prostu uznało, że skoro wszyscy sikają do basenu to po co się kryć, lać można z trampoliny. Tu wchodzi Macierewicz, Ziobro, protegowani pewnego zakonnika z Torunia. Wspierające media to RM, GazPol czy WPotylicę, z takimi indywiduami jak Rydzyk, Sakiewicz czy Karnowscy.

A teraz krótkie wytłumaczenie skąd tytuł notki. Dawno, dawno temu, za siedmioma łagrami, za siedmioma kołchozami, żyła sobie partia bardzo do PiSu podobna, a na imię miała PZPR. Po tym jak niejaki Bierut został śmiertelnie przeziębiony na pogrzebie niejakiego Stalina wyłoniły się w niej całkiem podobne frakcje. Byli więc tak niejacy Puławianie, zwani przez oponentów żydami, uchodzący dosyć na wyrost za liberałów, oraz niejacy Natolińczycy, zwani przez oponentów chamami uchodzący za radykałów, a wszystko to do kupy usiłował poskładać niejaki Gomułka, kontrolujący oba skrzydła napuszczając jednych na drugich. Puławianie byli zwolennikami poluzowania śruby, aczkolwiek najgłośniej za tym agitowali, gdy byli dość daleko od władzy, a gdy się do niej zbliżali ich wolnościowe zapędy spadały, byli też dosyć „internacjonalni”. Natolińczycy konsekwentnie obstawali za twardym kursem, miewali też zapędy nacjonalistyczne. Obie frakcje ewoluowały z czasem, ze względu na zmianę warunków zewnętrznych, jak i zwyczajną wymianę pokoleń. Zainteresowani bez problemu mogą znaleźć bliższe szczegóły w internecie, a naprawdę ambitni w literaturze przedmiotu.

Ogólny obraz jest więc całkiem podobny. W PC i w PiSie od dawna dawały się dostrzec dwie podobne tendencje – jedna związana ze środowiskiem Lecha Kaczyńskiego, bardziej liberalna, druga w okolicach Olszewskiego i Macierewicza, bardziej radykalna. Są tu nawet dość podobne tendencje nazewnicze – neożydy to „przedpokój” (chyba chodzi o jakieś odwołania do „salonu”, czyli Michnika i okolic), a neochamy to „ulica”. Pomimo podobieństw daje się jednak dostrzec dość ciekawe różnice.

Pierwszą jest pozycja Kaczyńskiego. Nadprezes znaczy mniej niż Bierut (a właściwie Stalin) w PZPRze, ale więcej niż Gomułka. Stąd też frakcje istnieją, ale są ciągle mniejszościowe w stosunku do głównego nurtu (za Bieruta nie były widoczne, za Gomułki dominowały).

Drugą są inne uwarunkowania ustrojowe. Nadmierny rewizjonizm dziś nie grozi nawet wizytą bezpieki, a co dopiero długimi latami ciupy, czy wręcz dołem z wapnem. Po temu też nie należy przykładać zbytniej uwagi do liberalnego wizerunku neopuławian, kto tam faktycznie był szczerym demokratą, dawno się z tego interesu wypisał. Ewentualne niedobitki to albo jacyś ślepi i głusi idealiści, albo ofiary swoistego syndromu sztokholmskiego, ale takich i tak nadprezes systematycznie wycina.

Pytanie czy coś konkretnego z tego wynika. W końcu frakcje są mniejszościowe, a dominacja Kaczyńkiego wydaje się niepodważalna. Wszelkie dotychczasowe próby kontestowania tego stanu rzeczy, czy to przez próbę kontestowania kolejności dziobania w partii czy wybicia się na niepodległość kończyły się marnie. Neonatolin miał swój okres świetności za czasu ROPu, później jednak partia Olszewskiego spadła do marginesu, a PiS zdominował ten segment sceny politycznej. Rzecz skończyła się powrotem na kolanach na łono nadprezesa. Neopuławy miały się nieźle pod parasolem Lecha Kaczyńskiego, gdy jednak tego zabrakło, zostały dość brutalnie zglanowane przez Jarosława. Próby wybicia się na niepodleglość skończyły się spadkiem do planktonu, w sumie jedyny sukces odniósł tu Dutkiewicz, który po prostu politykę krajową odpuścił i zajął się polityką lokalną. Powody tego są dwa – po pierwsze rozłamowcy usiłowali grać „umiarkowanego Korwina”, a na kolibrów w Polsce nie ma po prostu zapotrzebowania. Po drugie byli zbyt blisko PO, która wysysała im szczątkowy elektorat i działaczy. Ogólnie dominacja Kaczyńskiego wydaje się niepodważalna. Pytanie czy na pewno.

Oczywiście słabym punktem dominacji nadprezesa jest sam nadprezes, a konkretnie jego wiek i kondycja. Młody nie jest, baby nie ma (a to podobno przedłuża życie), przeżył dość ciężką traumę, różne dziwne paranoje też raczej mu nie służą. Czegóż by zatem oczekiwać, gdyby nadprezes zszedł, a przynajmniej stał się niezdolny? Zapewne bardzo szybkiego zmiażdżenia centrum przez frakcje. Nadprezes paranoiczny jest i wszelkie wyraziste osobowości w swoim otoczeniu wycina, opierając się na typach w stylu Mariusza Płaszczaka. Efektem jest środowisko pozbawione osobników z jakąkolwiek wyrazistą charyzmą. Z oczywistych przyczyn dotyka to najbardziej właśnie bezpośrednie otoczenie nadprezesa. Tak więc taki Brudziński, który dziś jest ważną personą, typowaną na kolejnego delfina, bez Kaczyńskiego stanie się szybko proszalnym dziadem wiszącym na klamce Dudy lub Macierewicza, w zależności od tego, kogo wybierze.

Oczywiście z tymi rozważaniami jest jeden problem – nadprezes może zniknąć jutro jak i za dziesięć lat. Jest jednakże druga kwestia –Kaczyński popełnił pewien błąd. Tak jakoś bowiem się stało, że kanały komunikacji z elektoratem zostały opanowane przez frakcje. Natolin ma swojego GazPola, WPotylicę czy Radio MaRyja, a Puławy OdRzeczy i niezastąpionego tow. red. Ziemkiewicza, ponoć najbystrzejszego prawicowego publicystę. Natomiast samo centrum żadnych własnych mediów nie ma i musi polegać na frakcjach, co czyni je (i nadprezesa przy okazji) w sporym stopniu zależnymi, aczkolwiek jest to zależność w dużym stopniu obustronna. Szczególnie mocno widać to w przypadku Natolina jadącego głównie na zamachu smoleńskim – neochamy kontrolują przekaz, ale klucz do niego z oczywistych przyczyn trzyma nadprezes.

Trochę inaczej wygląda sytuacja neopuławian. Towarzystwo ma dość poważny atut – Dudę, który popularnością Kaczyńskiego znacznie dystansuje. Jest też PiSowi potrzebne ponieważ zapewnia wyjście na polityczne centrum, oparcie się wyłącznie na ludzie smoleńskim skazywałoby PiS na wieczne balansowania w okolicach 25% poparcia bez żadnych możliwości koalicyjnych. Do tego, o ile Natolin można wymienić (klucze do zamachu trzyma sam nadprezes) to Puławy już nie bardzo, nie jest przypadkiem, że próbując się przebić z bardziej umiarkowanym przekazem, PiSowskie centrum nie było w stanie wystawić nikogo poważniejszego niż, no cóż, Morawiecki czy inne Szydło. Innym atutem środowiska jest możliwość operowania we względnie młodym elektoracie, kaczyńskie centrum i macierewiczowski Natolin gros swojego poparcia zbiera w pokoleniu 60+. Z drugiej strony względna nijakość dudzich Puław sprawia, że poparcie, choć chwilami liczne, jest bardzo płytkie (nijakość jest porównywalna z PSLem, brak jednak zahaczek typu „nie rzucim ziemi skąd nasz KRUS” aby zbudować jakiś twardy elektorat).

Pytanie co dalej, jak może rozwinąć się sytuacja. Póki nadprezes dycha i jest w miarę przytomny, nie zmieni się nic. Nic jednak nie trwa wiecznie. Radosny paraliż decyzyjny w trakcie ratującej życie operacji kolana wskazuje, że poważnego lidera, zdolnego podejmować decyzje bez nadprezesa po prostu nie ma. PiS bez JK po prostu czeka implozja. Większość masy upadłościowej chyba przejmie lider Puław, kimkolwiek będzie. Swoją dużo mniejszą niszę będzie miał Natolin, pytanie jednak, czy środowisko będzie w stanie stworzyć jeden obóz, czy też pogrąży się w odmętach pluralizmu partyjnego, jak bywało z socjalkonserwatywną prawicą w latach 90-tych (o ile rydzykici i maciarewici się dogadają, to pytanie co z ziobrystami). Nijakie centrum zapewne szlag trafi, większość chyba złoży jakiś hołd lenny aktualnemu szefowi Puław, ale takie Szydło raczej pójdzie za Ziobrą do Natolina, ewentualnie niezależnej ziobrzej frakcji (partyzanci?). Ten scenariusz ma jednak jedno niepewne założenie – do czasu wyautowania JK z polityki, dojna zmiana nie zdąży rozwalić gospodarki. Co jednak jeśli zdąży? W sytuacji neogomułkowskiego centrum nic się nie zmieni. Natomiast ciężko oberwą Puławy, mocno uzależnione od sytuacji ekonomicznej i odpowiedzialne za gospodarkę. Zapewne dużo stracą do bratnich kukizowców (jeśli ci będą jeszcze istnieć), ale sporo po prostu wróci do PO, kogoś tam zeżre też SLD. Zapewne coś urwie Natolin, ale raczej niezbyt dużo.

Pytanie jak to może wykorzystać opozycja (konstruktywna i totalna). Dla Kukiza i PSLu może być całkiem sensowną opcją jakiś flirt z Puławami. Dla PO, N i SLD chyba lepiej trzymać się z dala (widać, że towarzystwo nie jest w stanie rozgrywać wewnątrzPiSowskich konfliktów, a szkoda), ewentualnie czasem poprzeć Puławy.

Czy można przewidzieć rozwój sytuacji w dłuższej perspektywie? Jest to obarczone sporym ryzykiem. W mojej opinii Natolin przetrwa czas jakiś jako rezerwat paranoicznych dziadków, w końcu jednak dopadnie go demografia i zwolennicy najzwyczajniej wymrą. Młodszych radykałów zagospodaruje ktoś inny. Puławy pewnie jakiś czas będą funkcjonować jako zwykła demokratyczna frakcja na polskiej scenie politycznej, traktowana jednakże z nieufnością i poddana swoistemu ostracyzmowi. Coś jak kiedyś SLD, aczkolwiek ze względu na kompletną nijakość środowiska nie spodziewałbym się wyników typu 40% w wyborach.

 

© Słońce Podkarpacia
Blox.pl najciekawsze blogi w sieci