Menu

Słońce Podkarpacia

Amatorska Politologia: Prawica, lewica, zadnica

kmsmat

W ramach odpoczynku od polityki dziś zajmę się metapolityką. Czyli swoistą teorią polityki, a przynajmniej niektórymi jej aspektami. Najczęściej scenę polityczną usiłuje się dzielić na dwa skrzydła – prawe i lewe, czasem dodając centrum, które ma być jakoby między nimi pośrednie. Sposobów podziału na lewicę i prawicę jest multum, ale wszystkie mają jedną charakterystyczną cechę - bardzo niewiele mówią o przedmiocie dzielonym, a sporo o podmiocie dzielącym. Jeśli na przykład zetkniemy się z opinią, że PiS i PO to partie lewicowe, nic konkretnego nam to o programach tych partii nie powie, ale z bardzo dużą dozą prawdopodobieństwa możemy założyć, że autor takiej opinii jest korwinistą. Podobnie jeśli usłyszymy, że SLD to centroprawica, nic konkretnego o poglądach przeciętnego SLDowca się nie dowiemy, ale w ciemno możemy strzelać, że mamy do czynienia jakimś radykalnym socjalistą. Ba, możemy się nawet zetknąć z podziałem, w którym PiS, PO, SLD i KPP będą określone jako prawica. Oznacza to, że trafiliśmy na prawdziwego białego kruka, czy inne cielę z dwiema głowami, czyli „lewicowego libertarianina”. Czemu tak? Ano temu, że większość tych podziałów nie służy jakiemukolwiek porządkowaniu rzeczywistości, a jedynie celom autoerotycznym, czyli dowartościowaniu się na zasadzie „my som jedynie słuszna i prawdziwa lewica/prawica”. Ponadto służą one jako intelektualny łom w dyskusjach okołopolitycznych. Zasadniczo zjawiska takie występują głównie na głębokich ekstremach, jakoś niewielu masturbuje się własną jedynie słuszną i prawdziwą centrowością.
Istnieje oczywiście podział mainstreamowy, który jest użyteczny, bo większość użytkowników jakoś instynktownie wyczuwa jakąś głęboką więź między ogolonymi na łyso łebkami pitolącymi o centralnie sterowanych odżydzonych korporacjach, a zboczonymi dziadami w muszkach bełkoczącymi o całkowicie wolnym rynku, który zapanuje, gdy baby przyspawa się do zlewozmywaków, a także między zwolennikami pełnego państwowego zamordyzmu jak w złotym wieku epoki Bieruta i anarchizującymi skłotersami budującymi alternatywne bezpaństwowe społeczeństwo za bilety Narodowego Banku Polskiego wyżebrane w społeczeństwie nieco mniej alternatywnym. W istocie te podskórne pokrewieństwa wyczuwają i sami rzeczeni, co łatwo poznać po zadziwiająco częstych przepływach działaczy, nieukrywanych sympatiach, wyborczych koalicjach, w ostateczności po podejściu typu „oni to faktyczni prawica/lewica, ale wypaczona, to my jesteśmy ci jedynie słuszni i prawdziwi". Niemniej sens tego zwyczajowego podziału mało kto potrafi jakoś w sposób mający ręce i nogi wytłumaczyć.
Z uwagi na problemy związane z wyraźną nieliniowością sceny politycznej próbowano i innych metod podziału. Był na przykład podział trójskrzydłowy dzielący spektrum na indywidualizm (prymat wolności jednostki), kolektywizm (prymat dobra wspólnego) i organicyzm (prymat naturalnej struktury społecznej). Jest on jednakże rzadko spotykany, bo w sumie nie wiadomo po co wyróżniać ten organicyzm będący w zasadzie osadzonym w tradycji kolektywizmem. Z tego względu stosują go głównie konserwatyści, którym rzeczony organicyzm pozwala się zdefiniować jako coś odrębnego od pobożnej wersji nielubianych kolektywistycznych socjalistów, co właściwie plasuje to w kategorii podziałów autoerotycznych.
Modny ostatnimi czasy jest podział dwuosiowy. Czyli mamy dwie, dosyć mętnie zdefiniowane prostopadłe osie, jedna zwykle odpowiada za kwestie ekonomiczne (od etatyzmu do leseferyzmu) a druga światopoglądowe (od rygoryzmu do libertynizmu). Faktycznie jest on dość wygodny, jednak podskórnie można wyczuć, że jest to jednak pewne uproszczenie, produkuje też pewne bzdury. Przykładowo zarówno faszyzm jak i komunizm wpadają tu do jednej ćwiartki rygorystyczno-etatystycznej, mimo dość oczywistych różnic, natomiast ćwiartka libertyńsko-etatystyczna jest zasadzie pusta, centralne planowanie i związki partnerskie po prostu nie chodzą w parze. Można się więc zastanowić, czy nie udałoby się stworzyć osi lepiej oddających rzeczywistość. Jedna z nich wydaje się być w miarę oczywista. Chodzi tu o proste kontinuum kolektywizm-indywidualizm. W pewnym stopniu odpowiada ona tradycyjnej osi gospodarczej, ale bynajmniej nie jest to proste, bezpośrednie przełożenie. Socjal na ten przykład, jest kojarzony raczej z etatyzmem, niemniej do kontinuum indywidualizm-kolektywizm ma się dosyć prostokątnie, a można nawet zaryzykować tezę, że jakoś tam koreluje z biegunem indywidualistycznym - w krajach o generalnie wolnej gospodarce i liberalnym systemie społecznym socjal jest zwykle wyższy niż w centralnie planowanych zamordyzmach. Pierwszy powód tego stanu jest względnie prosty – to kosztuje, a w etatyzmie pieniędzy notorycznie brakuje. Drugi wynika z samych fundamentów ideowych – w kolektywistycznym podejściu inwalidzi, nie radzący sobie i podobni nieprzystosowani są w istocie obciążeniem dla wspólnoty (wspomnijmy zresztą do bólu kolektywistyczną III Rzeszę..), państwową pomoc dla takich osób w istocie łatwiej uzasadnić na gruncie podmiotowości jednostki (właściwie to jest bardziej jakiś personalizm, niż indywidualizm, ale obie osie są na tyle zbieżne, że można je potraktować w uproszczeniu jako jedną). Niemniej spora korelacja z osią gospodarczą jest nieunikniona, mocne wychylenie w stronę indywidualizmu musi pociągać za sobą sporą wolność gospodarczą, a w stronę kolektywizmu spory etatyzm i interwencjonizm.
Z drugą osią jest i łatwiej i trudniej. Łatwiej bo od razu widać, że to co tradycyjnie jest tu proponowane to tylko uproszczenie jakiejś głębszej rzeczywistości, trudniej bo trudniej dojść o co właściwie chodzi. Wiele historycznych sporów daje się objaśnić przez opozycję elitaryzm-egalitaryzm. Nawet nieźle koreluje to z podziałem na prawicę i lewicę – konserwatywna prawica starej daty była do bólu elitarna, z kolei komunizm to egalitarny walec równający wszystko jak leci. Czasami jednak są z tym podziałem problemy. Trudno na przykład jednoznacznie przypisać tu głębokie totalitaryzmy, które wykazywały sporo elitarnych tendencji (przewodnia rola partii, awangarda klasy robotniczej, etc), ale miały też mocno egalitarne akcenty. Czasami występowały też cuda dziwy jak polska demokracja szlachecka, czyli szeroka elita epatująca wewnętrznym egalitaryzmem. Problem jest też z takimi tworami jak niewolnicze stany na południu USA, gdzie z jednej strony o egalitaryzmie ciężko mówić, z drugiej "elita" obejmowała ponad połowę społeczeństwa. Właściwie chyba mamy tu dwie mocno skorelowane, ale nie tożsame osie, jedną mierzącą poziom elitaryzmu, a drugą egalitaryzmu. Kiepsko też się to sprawdza blisko centrum, współczesny mainstream polityczny to jak leci względny egalitaryzm, niemniej różnice ideologiczne są dostrzegalne.
Jako rozwiązanie proponowałbym tu oś „inkluzywizm-ekskluzywizm”, czyli po prostu społeczeństwo otwarte-zamknięte. Podział ten ma tą zaletę, że ten elitaryzm i egalitaryzm w sobie mieści, ale tłumaczy też nieźle przypadki problematyczne. Bardzo wyraźnie widać tu np. różnicę między faszyzmem i komunizmem, łatwo zaklasyfikować ustrój CSA, można rozeznać się w dzisiejszej mocno postpolitycznej rzeczywistości.
Sumarycznie wyglądałoby to tak:
1) Oś indywidualizm-kolektywizm określa jak społeczeństwo funkcjonuje, czy opiera się na podmiotowości jednostki i przedmiotowości zbiorowości, czy odwrotnie.
2) Oś inkluzywizm-ekskluzywizm określa jak społeczeństwo jest definiowane, czyli kto do niego należy.
Jak by to wyglądało w praktyce. Mamy cztery ćwiartki.
1) Inkluzywistyczno-indywidualistyczna obejmuje różne wariacje w temacie lewicowo-liberalnym. Tu leży socjaldemokracja (bliżej osi drugiej), socliberalizm (gdzieś w środku), progresywny liberalizm (bliżej pierwszej), lewicujące anarchizmy (gdzieś w skrajnym narożniku).
2) Ekskluzywistyczno-indywidualistyczna. Tu podpadają różne wariacje w temacie konserwatywnego liberalizmu.
3) Inkluzywistyczno-kolektywistyczna. Tu socjalizm, komunizm i podobne.
4) Ekskluzywistyczno-kolektywistyczna. Tu tradycjonalny konserwatyzm (bliżej osi drugiej), faszyzm (bliżej osi pierwszej), nazizm (w skrajnym narożniku).
Pewne ideologie wypadną w okolicach samych osi nie zachodząc zbyt mocno na konkretną ćwiartkę. Na osi pierwszej:
1) Po stronie indywidualizmu liberalizm, na skraju libertarianizm.
2) Po stronie kolektywizmu różne populizmy typu Peron, Lepper i podobne. Gdzieś na skraju Pol Pot.
Na osi drugiej:
1) Po stronie ekskluzywizmu różne ewolucyjne konserwatyzmy w stylu Edmunda Burke’a.
2) Po stronie inkluzywizmu różne lewicowe wynalazki w stylu Mahatmy Gandhiego.
Warto zauważyć jedną rzecz: tradycyjny podział lewo-prawo praktycznie pokrywa się z osią drugą. Co prawda pierwsza jest bardziej widoczna „po objawach”, ale druga odwołuje się do silniejszych emocji. W paradzie równości zobaczymy maszerujących razem socjalistów i postępowych liberałów, w paradzie normalności narodowych socjalistów i kolibrów. Kombinacje według osi pierwszej są bardzo rzadkie (anarchiści i kolibry na marszu wolnych konopi?) a i nie wiadomo, czy towarzystwo nie rzuci się sobie do gardeł. Przepływy działaczy wzdłuż osi pierwszej wydają się też łatwiejsze i mniej zobowiązujące. Taki Wipler przeniósł się od koliberalnego Korwina do socjalkonserwatywnego PiSu, ale jakby jedną nogą u tego Korwina został i łatwo mu było wrócić. Zwraca też uwagę przypadek dosyć skrajny, mianowicie prorosyjska Zmiana tworzona przez byłych korwinistów i prawicowe skrzydło Samoobrony, przykład naprawdę wymowny. Z kolei gdy taka Pitera migrowała od Korwina do PO (czyli wzdłuż osi drugiej), było to dość radykalne zerwanie z politycznymi poglądami.
Na koniec czemu każda skrajność jest szkodliwa. Co będzie jeśli przedobrzymy z indywidualizmem – ano szlag trafi społeczeństwo. Libertariański raj jest po prostu niewykonalny, skończy się drugą Somalią. Jeśli z kolektywizmem – ano będziemy biedni. A zapewne też mocno przestraszeni. Zresztą ten kraj już poprzerabiał. Jeśli przesadzimy z ekskluzywizmem - zapewne wpadniemy w jakiś gorszy sort Polaków, który faktycznie będzie miał gorzej, albo w lepszy sort, który będzie miał z początku lepiej, ale po zmianie władzy możemy mieć ciężkie problemy. W skrajnym przypadku albo będziemy zbierać bawełnę, albo dla nas będą zbierać bawełnę, a po rewolucji zgilotynują. Jeśli przesadzimy z inkluzywizmem pojawia się problem z tymi, którzy partycypować jednak nie chcą. W wersji kolektywistycznej ktoś musi tą tajgę wycinać. Tak w ramach kochania polokoktowców, aż i oni nas pokochają. W wersji indywidualistycznej, dokwaterują nam do mieszkania młodego jurnego wahabitę, i spróbujmy tylko zaprotestować.
Generalnie bliżej centrum jest lepiej i bezpieczniej.

Komentarze (5)

Dodaj komentarz
  • only-avianca

    O ile pamiętam, to najbliżej centrum na takich skalach jest 0 ;)

    Ze wszystkim, oczywiście, się zgadzam, bo, oczywiście, jest to bardzo mądre, tylko jakoś do Polski nie bardzo przystaje. Przynajmniej teraz. I dorzuciłabym jeszcze osie (nie wiem jak je nazwać): 1. wyrażające stosunek państwa do kościoła, jako instytucji oraz 2. zaangażowanie w wiarę. To pozwoliłoby objąć też rozważaniami kraje muzułmańskie, choć nie tylko.

  • Gość: [kmat] *.6.ftth.classcom.pl

    @avianca
    "Ze wszystkim, oczywiście, się zgadzam, bo, oczywiście, jest to bardzo mądre, tylko jakoś do Polski nie bardzo przystaje."
    O tym w kolejnym odcinku :)
    "I dorzuciłabym jeszcze osie (nie wiem jak je nazwać): 1. wyrażające stosunek państwa do kościoła, jako instytucji oraz 2. zaangażowanie w wiarę. To pozwoliłoby objąć też rozważaniami kraje muzułmańskie, choć nie tylko."
    Ekskluzywizm.

  • Gość: [T.] *.dynamic.chello.pl

    Witam ponownie :) Kilka luźnych przemyśleń.

    Odnosząc się do krytycznego spojrzenia autora na klasyfikowanie ustrojów jako prawicowe tudzież lewicowe li tylko na podstawie czynników gospodarczych, to należy się z nim w pełni zgodzić. Wszak, idąc tym tokiem rozumowania, otrzymalibyśmy prawaka Blaira, lewicowego Franco i Bismarcka, albo skrajnie prawicowe współczesne Chiny. Co do odwoływania się do tradycji, a nawet religii, to też nie wydaje się do zbyt fortunnym kryterium czyż Pol Pot nie odwoływał się do złotego wieku Imperium Khmerów? Nacjonalizm był silnym czynnikiem u Hodży, Kadara, a na naszym podwórku choćby w Stowarzyszeniu Grunwald czy też słynnym PAX-ie. Cofając się do XVIII stulecia wspomnieć należałoby też wymownie opisane w genialnym filmie Misja jezuickie redukcje w Paragwaju. Nawet w ZSRR istniała przecież tzw. Żywa Cerkiew, a silne początkowo wątki antyklerykalne spoczęły w bezimiennych mogiłach wraz z masakrowanymi przez Stalina w latach 30-tych członkami starej internacjonalistyczno-żydowskiej Partii Bolszewików. Piszesz Kmacie o podziale indywidualizm vs kolektywizm tu również odnaleźć można kilka ciekawych kwiatków. O komunistycznych zamordyzmach nie piszę, ale przecież ultrasocjaldemokratyczna Szwecja z kleptokratycznymi podatkami, wizytami psychologów u obywateli, którzy zbyt często odwiedzają sklepy monopolowe tudzież przymusową kastracją debili, to jednak mimo wszystko na pewno lewica. Tak samo jak liberalne komuny hippisów z ich pacyfizmem, wolną miłością i możliwością wypisania się w każdej chwili. Zatomizowane i libertariańskie do granic możliwości USA lat 1865-1929 to zdecydowanie prawa strona skali, ale przecież np. Singapur z większością terytorium we władaniu władz centralnych tudzież zamordystyczne Chile Pinocheta również! W świetle powyższego najlepszym, paradoksalnie najbardziej skutecznym wyjściem wydaje się najzwyczajniejsze w świecie klasyfikowanie ustrojów/ideologii/wspólnot według tego jak one same się definiują!!! Pol Pot uważał się za komunistę niech mu będzie, współczesne Chiny odwołują się do dziedzictwa Mao przystańmy na to, Pinochet autoidentyfikował się jako zbawca prawicy zgódźmy się z nim. Innego lepszego wyjścia po prostu nie widzę. Tym sposobem zamknie się też dzioby domorosłym politologom ze stajni Korwina definiujących nazizm jako ideologię lewicową.

  • Gość: [T.] *.dynamic.chello.pl

    Przechodząc na wyższy stopień rozważań tym razem już stricte o czasach współczesnych należałoby zwrócić uwagę na o wiele bardziej dogłębne różnice postaw, które mogą prowadzić do dysonansów poznawczych, które stały się inspiracją dla komentowanego wpisu blogera. Wgryź się Kmacie nieco głębiej w Nietzschego i przełóż sobie jego koncepcje antycznej tragedii na politykę. Z jednej strony otrzymasz wolę, moc, siłę, działanie, dynamizm, wojnę, eros ale i tanatos, podbój, oręż, heteroseksualizm, głód, pragnienie, jedność, unifikację, idealizm, symbolizm, dumę skrywającej kompleksy itp. i od razu wskakuje Ci Państwo Islamskie, Rosja Putina, Chiny, Iran, Turcja, Węgry. Po drugiej strony planszy będziesz miał pokój, pacyfizm, sytość, kompleksy skrywające dumę, wolność, liberalizm, agape, ukontentowanie, homo albo aseksualizm, bierność, wycofanie, poczucie braku wpływu na świat, strach, pragmatyzm, materializm, stabilizację, hedonizm etc. i jak znalazł łapią się Unia Europejska, USA Obamy, Kanada.

    Miłych przemyśleń!
    Pozdrawiam :)

  • Gość: [kmat] *.6.ftth.classcom.pl

    @T
    "Z jednej strony otrzymasz wolę, moc, siłę, działanie, dynamizm, wojnę, eros ale i tanatos, podbój, oręż, heteroseksualizm, głód, pragnienie, jedność, unifikację, idealizm, symbolizm, dumę skrywającej kompleksy itp. "
    W kwestii tego pacyfizmu kontra siła i moc: nie wydaje mi się aby to była jakaś niezależna oś. Na oko to "inkluzywny indywidualizm" kontra reszta.

    "Odnosząc się do krytycznego spojrzenia autora na klasyfikowanie ustrojów jako prawicowe tudzież lewicowe li tylko na podstawie czynników gospodarczych, to należy się z nim w pełni zgodzić. Wszak, idąc tym tokiem rozumowania, otrzymalibyśmy prawaka Blaira, lewicowego Franco i Bismarcka,"
    Ależ oczywiście. Lewicowy Franco i prawicowy Zapatero, przynajmniej zestawiając ich ze sobą. Z jakichś względów oś gospodarcza nie przekłada się zbyt mocno na podziały polityczne. Choćby u nas: prędzej Korwin dogada się z Kukizem niż z Petru, a Petru z Zandbergiem niż z Korwinem.

    "albo skrajnie prawicowe współczesne Chiny."
    Nie wydaje mi się. Ja ten kraj odbieram jako odmianę NEPu, rynek niby jest, ale tylko dlatego, że państwo musiało pogodzić się z rzeczywistością, mocno regulowany, i w sumie nigdy nie wiadomo, czy partii nie odbije i tego nie rozpędzi.

    "Co do odwoływania się do tradycji, a nawet religii, to też nie wydaje się do zbyt fortunnym kryterium"
    Oczywiście. Przede wszystkim dlatego, że nie istnieje jakaś jedna uniwersalna tradycja. To pojęcie może oznaczać rzeczy kompletnie różne. Ponadto to odwoływanie się do tradycji potrafi być bardzo instrumentalne.

    "Piszesz Kmacie o podziale indywidualizm vs kolektywizm tu również odnaleźć można kilka ciekawych kwiatków. O komunistycznych zamordyzmach nie piszę, ale przecież ultrasocjaldemokratyczna Szwecja z kleptokratycznymi podatkami, wizytami psychologów u obywateli, którzy zbyt często odwiedzają sklepy monopolowe tudzież przymusową kastracją debili, to jednak mimo wszystko na pewno lewica."
    Ależ ja tego nie neguję. Z tym, że podział prawo-lewo utożsamiałbym z tą drugą osią, ekskluzywizm-inkluzywizm. To na przykład bardzo ładnie różnicuje faszyzm od komunizmu. W pierwszym przypadku społeczeństwo zamknięte, z którego łatwo wylecieć za nie taki kształt nosa, w drugim skrajnie otwarte, do którego człowiek musiał należeć, bo próba wyłamania się groziła reedukacją w tajdze.

    "W świetle powyższego najlepszym, paradoksalnie najbardziej skutecznym wyjściem wydaje się najzwyczajniejsze w świecie klasyfikowanie ustrojów/ideologii/wspólnot według tego jak one same się definiują!!!"
    Czy też jak najczęściej są definiowane. Aczkolwiek zwykle wychodzi na to samo. Pytanie czy to loteria, czy z jakichś ulotniejszych zależności to jednak wynika. Mi pasuje tu ta oś inkluzywizm-ekskluzywizm jako całkiem nieźle przystająca. Choć oczywiście odchylenia też są, choćby ten Pol Pot, który jednak mocno jechał na tym ekskluzywnym khmerskim nacjonalizmie, ale zwyczajowo klasyfikowany jest jako lewica.

    "Tym sposobem zamknie się też dzioby domorosłym politologom ze stajni Korwina definiujących nazizm jako ideologię lewicową. "
    Nie zamknie się. Te dzioby są niezamykalne.

    Pozdrawiam wzajemnie :)

© Słońce Podkarpacia
Blox.pl najciekawsze blogi w sieci