Menu

Słońce Podkarpacia

Wstawaj, jest już czwarta!

kmsmat

Czwarta Rzeczpospolita. Motyw z rysunku Mleczki, który oddaje nową rzeczywistość, w której przyszło nam się obudzić. Poniżej kilka różnych refleksji, na temat tego co ulungło się na Wiejskiej po tych wyborach.
Rzecz w zasadzie była nie do uniknięcia. Że PiS władzę weźmie, było już chwilę temu oczywiste. Możliwości PO się po prostu wyczerpały. Pierwsze symptomy było widać już za wyborów samorządowych, gdy elektorat POwski masowo przepłynął do PSL. Jasne stało się po wyborach prezydenckich. Nie chodzi tu o proste znudzenie partią. PO zaczęło się po prostu intelektualnie degenerować. Nie to, żeby jej poziom kiedykolwiek był szczególnie wysoki, jak się przypomni kastrowanie pedofilów, PRowy taniec na linie z ACTA, walkę z dopalaczami na granicy prawa czy specustawę pozwalającą zamknąć w psychuszce wychodzącego więźnia na widzimisię psychiatry, napisaną pod jednego wariata, to lekkie załamanie jest nieuniknione. Ostatnio jednak towarzystwu znacznie się pogorszyło. Prowadzenie kampanii Komorowskiego, referendum JOWowe, polityka nowej premier – to wszystko było po prostu żenujące. A zastąpić tego towarzystwa nie miał kto.
Bratni PSL nie ma żadnego potencjału aby być czymś więcej niż związkiem zawodowym wójtów i sołtysów. Co więcej takiego potencjału mieć nie chce. TR rozleciał się pozostawiając jeno płacz i smród. SLD zdominowane przez ludzi niskiego polotu, ograniczonej wyobraźni a wysokiej pazerności atrakcyjne mogło być chyba tylko dla emerytów wspominających jak to za komuny było lepi, a i to tylko tych niewierzących. Rozsądniejsze siły poza parlamentem to zwykłe kanapy mieszczące się w jednym pokoju.
Oczywiście taka próżnia wyindukowała powstawanie nowych sił. Najsamprzód Kukiza, który wprowadził tyleż efektowną co żenującą zbieraninę. Rozleci się to oczywiście jeszcze szybciej od TR, a początku dekompozycji można oczekiwać zaraz po ukonstytuowaniu nowego parlamentu. Pierwsze będą pewnie jakieś klubiki narodowców i kolibrów. Zbieranina od prawej do lewej ściany, którą łączy tylko radykalizm (lub jego umiejętna symulacja), nie ma szans na stworzenie stabilnej struktury. Jedynym elementem systemu, który Kukizowi uda się wywrócić będzie Kukiz’15.
Po drugie Petru, kolejna wielka niewiadoma. Jeśli .Nowoczesna okaże się tylko grupką bankowych lobbystów to szybko przepadnie w odbycie niebytu. Jeśli czymś więcej to ma szanse na trwałe osadzenie na scenie politycznej.
Po trzecie Razem, partia która zablokowała wejście ZL do sejmu (kara boska na Nowacką za rzucenie Zandberga), czy jak kto woli nie weszła do sejmu, bo została zablokowana przez ZL (kara boska na Zandberga za rzucenie Nowackiej). Osiągnęła połowiczny sukces – załapała się na dotację. Większych sukcesów nie przewiduję, w Polsce elektorat mocno lewicowy jest cieniutki jak barszcz.
Wszystkie trzy powyższe mają pewną cechę wspólną – gromadzą szerzej nieznanych nołnejmów, po których nie wiadomo czego się spodziewać. Ma to pewien ciekawy skutek uboczny - to jedyne ugrupowania, których programy ktokolwiek czytał, bo dla wielu mogły być ciekawe, a to jedyne źródło informacji, czego te ludzie właściwie chcą. PiS, PO, ZL gromadzą ludzi znanych, po których wiadomo czego można oczekiwać, więc czytanie bzdur, które napisano na odczepne nikogo nie interesuje i nikt nie tracił na to czasu.
Ponadto są w istocie swoimi własnymi młodzieżówkami, co oznacza, że ich posłowie (pomijając Razem) nie będą dość długo umieć sobie radzić w parlamencie i mogą być łatwo rozgrywani przez starych wyjadaczy. Dlatego do wszystkich tych projektów podszedłem dość sceptycznie, wolałbym aby nowe otwarcia odbywały się raczej przez rekonfiguracje istniejących bytów, a nie projekty zbudowane od zera.
Co dalej.. Pis ma niewielką większość, bodajże pięciu posłów. Sytuacja przypomina więc mocno rząd Millera – balansowanie na granicy, a jedynego potencjalnego koalicjanta strach i wstyd nawet kijem dotykać (kiedyś Lepper, teraz Kukiz). Może Kaczyński próbować rządzić samodzielnie. Ma to jednak pewne wady. Nie może nikogo wyrzucić z partii, bo większość słabiutka. Musi liczyć się z Szydłową, bo to w sumie ona wygrała wybory, a nie on, bo to ona ma człowieka w Belwederze, no i dlatego, że konflikt łatwo może doprowadzić do utraty tej większości. A potencjał przyszłej premier jest większy niż dawnych rebeliantów - bo ona wygrała wybory, bo wyrwana PO centroprawica poprze raczej ją, a to dość liczny elektorat, bo brak jest w tej niszy jakiejkolwiek konkurencji poza PSLem (który jednak nie wychodzi poza wójtów i sołtysów z rodzinami). Kolejnym słabym punktem jest to, że Kaczyński musi się liczyć z gowinistami. Bez tych ludzi straci większość, a nie są oni zupełnie pewni. Mogą prezesa porzucić tak samo jak Tuska.
Jakoś idzie to kompensować przez wymontowywanie innych posłów. Coś da się wyrwać Kukizowi, ale nie aż tak dużo, zresztą przepływ może zachodzić w dwie strony, kolibrzy i narodowcy mogą urwać kogoś Kaczyńskiemu. Ponadto materiał ludzki w ten sposób pozyskany może być cokolwiek niskiej jakości. Do tego na charakteropatię prezesa zawsze można liczyć, PiS nie bez powodu miał w przeszłości chyba największą liczbę rozłamów wśród liczących się partii, więc takie wymontowywanie co najwyżej kompensowałoby naturalne ubytki.
Opcja druga to koalicja. Potencjalny partner jest tylko jeden – Kukiz. Zalety są oczywiste – prezes może wywalać z partii kogo tylko chce, łatwiej weźmie pod but Szydłową, łatwiej będzie konsumować przystawkę. Są i wady – trzeba dać coś ludziom równie głupim jak towarzystwo od Leppera, a dużo mniej przewidywalnym. Lub też równie cwanym, a dużo bardziej inteligentnym. A w obu przypadkach zapewne mocno kontrowersyjnym. Wyobraźmy sobie: Minister Edukacji Narodowej, Piotr Liroy Marzec. Ten scenariusz może jest lekką przesadą, ale coś w tym stylu łatwo się może przy układach z Kukiem urodzić. A kompromitacja spadnie na całą koalicję.
Z tych względów osobiście wątpię aby udało się prezesowi uciągnąć całą kadencję. Nie udało się to wspomnianemu już Millerowi, człowiekowi, który przy podobnym braku wyobraźni był jednak dużo mniej radykalny i konfliktowy. Kaczyński moim zdaniem porządzi jeszcze krócej.
Co z wielkimi przegranymi.. ZL ma problem. A właściwie SLD ma problem, bo TR się kończy, UP jest bytem w sumie wirtualnym, a Zieloni i PPS to stabilny plankton, który do funkcjonowania poza sejmem przywykł. Nie ma już złudzeń, że obecna formuła się wyczerpała i czas na zmianę przywództwa. Miller raz już sprowadził SLD z pozycji głównego rozgrywającego w polskiej polityce do sejmowego karła. Z partii wyleciał, zostali jednak jego ludzie, którzy po jakimś czasie przywrócili go na stołek. Tym razem wyprowadził partię poza parlament. Co teraz SLD może zrobić.. Bez głębokiej czystki, wręcz nocy długich noży się nie obejdzie. I to nie tylko chodzi o millerowską wierchuszkę. Czystka musi zejść niżej, w końcu ten układ kierowniczy sam się nie wybrał. Częściowo problem może sam się rozwiązać. Ludzie z pędem do korytka w jakimś stopniu sami się wyniosą, gdy korytka zabraknie. Inni zaczną kalkulować, czy aby postawili na dobrego konia. Może się to jednak nie udać.
Jest też inna opcja – masowy bunt struktur, które wyjdą i zgarniając różnych Biało-Czerwonych, Wiry i SDPLe stworzą jakąś nową formację. SLD wtedy szybko zejdzie z tego świata. Opcja jest realniejsza niż przeszłości, bo wyjście niczym już nie grozi, partia przestała zapewniać nawet namiastkę utrzymania się w polityce. Jeśli zaś i to nie odpali to jakieś rekonfiguracje poza SLD mogą nową centrolewicę wykreować. Jakichś tendencji zjednoczeniowych pomiędzy BC, WiR, SDPL, być może PD, Zielonymi, ewentualnie być może PPS oczekiwałbym w całkiem niedalekiej przyszłości.
Zwrot PO w lewo nie stanowi już dla tych procesów żadnego problemu, jest zbyt sztuczny i nieprzekonujący. Zagrożenie może być inne - .Nowoczesna może zechcieć wepchać się w tą niszę. Na razie koncentruje się na „centrowym centrum”, ale tu wiele może nie ugrać, bo to dość wąski elektorat. Centroprawica niedługo może być do wzięcia, gdy przyjdzie rozczarowanie PiSem, ale może się tu wryć ktoś inny. Centrolewica jest wolna już teraz, ale za jakiś czas niekoniecznie, co może kusić. Pewne sygnały takiego zwrotu zresztą już wystąpiły, gdy .N zaczęła przebąkiwać o świeckiej szkole, co wywołało atak zagrożonego wchodzeniem na ich poletko ZL. Petru bardzo łatwo może wskoczyć w buty Palikota, i jeśli go nie poniesie to nawet odnieść na tej niwie dużo trwalszy sukces.
Co z przegrano-wygranymi (poza sejmem, ale dotacja).. Najlepszy wynik Korwina w historii. Aż żałuję, że nie wszedł. Podebrałby trochę głosów Kaczyńskiemu, wpychając go w czułe ramiona Kukiza (pamiętamy – Piotr Liroy Marzec, Minister Edukacji Narodowej..), przez co ten cyrk krócej by trwał. Osiągnąć więcej jednak nie jest w stanie, elektorat za szybko dorasta. Opieranie sukcesu na nierozprawiczonych programistach PHP ma krótkie nogi - w końcu się rozprawiczą, może nawet przesiądą na jakiś poważny język programowania i stracą zainteresowanie głupotami.
O Razem nie ma wiele do dodania. Dobry wynik po tym jak Zandberg w debacie sprawiał wrażenie, że wie co mówi, świadczy tylko o kiepskiej kondycji ZL. Jakąś rolę mogą odegrać w lewicowych rekonfiguracjach, ale raczej jako przystawka. Są zbyt skrajni jak na ten kraj, aby stać się samoistną siłą polityczną.
Pytanie, którego nie sposób nie postawić – a co z PO? Kopaczowa chyba jest już na aucie. Pytanie kto ją może zastąpić. Schetyna to wybór równie zły, albo i gorszy. Tusk go odsunął nie bez powodu, nazwisko chłopa się przewijało w dziwnie dużej liczbie afer. Do tego dochodzi brak charyzmy, gość z kilometra wygląda jak podrzędny kombinator. A i opozycja w partii może okazać się zbyt duża. Nie zdziwiłbym się gdyby po prostu doszło do rozpadu. Albo może schetynowcy przejdą do Kukiza/Petru/Gowina. Niemniej nawet wtedy jakaś zmiana przywództwa jest niezbędna, inaczej partię szlag trafi. Zwłaszcza jeśli .N okaże się sensownym projektem, wtedy PO zostanie roztarte między Petru a jakąś nową lewicą.
Wnioski ogólne – generalnie nie jest tak źle jakby się mogło wydawać. PiS przeżyjemy, kolejny raz się skompromituje, i będziemy mieć kolejne osiem lub więcej lat spokoju. Obwoźny burdel na kółkach Kukiza się rozleci, a sam rzeczony przepadnie. Jak się elektoratowi obiecuje wszystko roz..kopulować to elektorat podatny na takie hasła po nieuniknionym ich niezrealizowaniu się rozpierzchnie, może skupiając się wokół innego wariata.
W głównym nurcie zajdą intensywne przekształcenia. Zresztą już się zaczęły. III RP wróci szybciej niż myślimy. Nie wiem skąd będzie premier po kolejnych wyborach (gdzieś między 2016 a 2018), ale raczej spomiędzy tych, którym bliżej do Michnika niż Rydzyka, a PiS wróci na swoje dwadzieścia parę procent.
Jest tylko jeden zgrzyt. Struktura wiekowa tej obecnej prawicowo-oszołomskiej leworucji. Po raz pierwszy takie klimaty zdobyły duże poparcie wśród młodych. Kiedyś przedział 20-30 lat łapał się na zielone wyspy, lewicowy liberalizm Palikowa, był optymistyczny i pozytywnie nastawiony. Dziś ta kategoria wiekowa łapie się na walki z układem i roz..kopulowanie systemu. No ale to inna generacja, dorastająca w kryzysie, bardziej pesymistyczna, agresywna i zagubiona. Palikot obiecywał wolność, równość i tolerancję. Kukiz roz..kopulowanie wszystkiego, żeby nie było niczego. Ot, nowy Kononowicz. Jeśli ten trend się utrzyma to zmierzamy w naprawdę niesympatycznym kierunku. Oczywiście nie musi tak być. Po pierwsze, hormony opadną, a towarzystwo w jakimś stopniu zmądrzeje, zwłaszcza gdy naocznie zobaczy skutki swoich wyborów. Po drugie kryzys się kończy a rośnie kolejne pokolenie, które będzie bardziej optymistyczne i pozytywne, i będzie się nabierać na Palikotów a nie Kukizów. Czego sobie i wszystkim życzę.

Komentarze (4)

Dodaj komentarz
  • only-avianca

    A ja to widzę o wiele bardziej czarno. Kaczyński nie ma nic do stracenia: teraz albo nigdy. Jest zdeterminowany i to nie w celu zrobienia nam dobrze. Może nawet zdesperowany, a to źle wróży.

  • Gość: [kmat] *.6.ftth.classcom.pl

    Owszem. Jednak możliwości wcale nie ma aż tak dużych. O większości konstytucyjnej może tylko pomarzyć.
    Ponoć już zaczął się ferment w partii - na twitterze wybuchła wojna między zwolennikami dalszego udawania PJNu a zwolennikami rozliczenia i repolonizacji wszystkiego co nie ucieka na drzewa. Jeszcze dobrze się nie usadzili na nowych stołkach a już zarysowała się linia potencjalnego rozłamu.

  • only-avianca

    A co ma do tego PJN? Jakoś nic na ich temat nie wiem. Przecież (chyba) nie startowali do sejmu z PiSem?

  • Gość: [kmat] *.6.ftth.classcom.pl

    Cała strategia PiS w ostatnich wyborach to udawanie czegoś bardziej umiarkowanego. Wystawienie do pierwszego szeregu Szydły i Dudy, którzy są jednak mniej radykalni i spokojnie odnaleźliby się u takiego Gowina, wyciszanie smoleńskiego odlotu, schowanie Kaczyńskiego do szafy a Macierewicza do kasy pancernej, ogólnie symulowanie umiarkowanej centroprawicy. Czymś takim był/usiłował być PJN, tylko niezbyt udolnie. A PiS coś takiego usiłuje udawać, a że wstrzelił się w lepszy moment (centroprawicę PO odpuściło i pojawił się niezagospodarowany elektorat) to nawet się udało.

© Słońce Podkarpacia
Blox.pl najciekawsze blogi w sieci