Menu

Słońce Podkarpacia

Między referendumem a wyborami

kmsmat

We wrześniu braliśmy udział w wie(l)kopomnym wydarzeniu – referendumie (bo referendum tego nazwać nie sposób) w sprawie wprowadzenia JOWów, i jeszcze paru innych równie nieistotnych kwestii, które tak samo prawie nikogo nie obchodziły, ale coś trzeba było dopisać, żeby nie było, że zajmujemy tylko jedną bzdurą. Impreza kosztowała ponoć koło stu baniek, frekwencja była żenująco niska i nie wynikło z tego absolutnie nic. Oczywiście na ma w tym nic zaskakującego, można się było właśnie takiego wyniku spodziewać, co najwyżej lekko zdumiewa skala porażki całej imprezy, bo można było jednak typować frekwencję półtora, a może i dwa razy wyższą. Jako że finał imprezy był spodziewany, to u przyczyny tego stanu rzeczy muszą być proste i oczywiste. Wszystko sprowadza się do tego, że ustępujący prezydent nie jest żadnym tytanem intelektu. Samo w sobie nie jest to żadnym wielkim problemem na tym stanowisku, uprawnienia z nim związane mają niewielki potencjał konstruktywny, a całkiem spory destruktywny, co sprawia, że istotna jest tutaj nie inteligencja, a stabilność psychiczna. Zasadniczo mając do wyboru małpę i wariata, lepszym kandydatem byłaby małpa. Nieszczęście może się zdarzyć, gdy sytuacja wymaga szybkiej, trafnej decyzji opartej na sensownej analizie danych, i takie nieszczęście właśnie się zdarzyło. Przyczyny decyzji o referendumie są dla wszystkich chyba jasne - Komorowski usiłował przejąć elektorat Kukiza grając na jego sztandarowym i w sumie jedynym haśle, czyli JOWach. Błąd był w zasadzie oczywisty - założono, że kukizowców to zagadnienie interesuje. Tymczasem nic na to nie wskazywało. JOWy są tematem w polskich debatach marginalnym. PO szybko o nich zapomniało, gdy okazało się, że ta kwestia dla wyborców jest kompletnie nieistotna. Protesty zmielonych zostały przez społeczeństwo kompletnie olane. Temat nikogo nie interesował poza garstką bezpośrednio zaangażowanych. Skąd więc tak imponujący wynik Kukiza po pierwszej turze? Toć JOWy były jego jedynym postulatem. Ano słowo-klucz, a ostatnimi czasy słowo-wibrator, to elektorat antysystemowy. Czyli wkurwiony na wszystko i wszystkich, domagający się zmiany, ale w sporym stopniu bez sprecyzowanych poglądów. W sumie mniej więcej taki jak sam Kukiz. Zgodnie więc z przewidywaniami przy pomocy referenduma antysystemowców przejąć się nie udało. Więcej sensu miałoby, gdyby PBK strzelił sobie irokeza, gwoździa w nosie, kolczyk w cycku i trybala na dupie. Do tego doszedł kolejny czynnik, mianowicie „co za idiota układał te pytania”. JOWów jest ileś odmian działających w dość różny sposób, i nie jest oczywiste, że zwolennik np. modelu australijskiego automatycznie będzie preferował model brytyjski nad obecny. Pytanie o finansowanie partii było już debilizmem czystej wody. Czy chcesz zmiany systemu – nosz kuźwa, zmiany na co? Sens trzeciego zaś umyka największym mędrcom, skoro zasada rozstrzygania wątpliwości na korzyść oskarżonego jest podstawą samego systemu prawnego. Cóż miał zatem zrobić biedny obywatel, którego władza usiłowała zgwałcić przez uszy owym referendumem? Cóż, na każde pytanie typu „tak lub nie” w istocie jest pięć możliwych odpowiedzi: „tak”, „nie”, „nie wiem”, „nie rozumiem pytania” i „odpieprzta się”. Na karcie można było zaznaczyć jedynie dwie pierwsze, tak więc absencję należy traktować w kategoriach odpowiedzi od trzeciej do piątej. Kolejnym powodem żenującej frekwencji było zupełne porzucenie tego referenduma. PBK po wyborach natychmiast o nim zapomniał. Podobnie PO, ot towarzystwo zrobiło kupę na środku pokoju i uciekło. Główny orędownik JOWów zamiast próbować jakoś wykorzystać zaistniałą sytuację, olał kompletnie popularyzację swojego stanowiska i skupił się na dziwnych rozgrywkach z wycinaniem tych i owych z list, których logiki nie pojmą nawet ludzie rozumiejący mechanikę kwantową, z czego prosty wniosek, że JOWy Kukiza nigdy nie obchodziły i były tylko trampoliną do polityki.
Głupota okazała się zaraźliwa. Miłościwie nam panujący kontrkandydat zaproponował własne pytania, oczywiście równie głupie. Bo i cóż może znaczyć „czy jesteś przeciw zmianom w funkcjonowaniu Lasów Państwowych?". Nic, nigdy nie zmieniać? Aż kolejna asteroida rypnie w Ziemię i ludzkość wymrze jak dinozaury? Tym razem referenduma odrzucono, co w sumie z punktu widzenia odchodzącej ekipy było bezsensowne. Skoro już nie utrącono pomysłów PBK, to należało się zgodzić na dopisanie pytań i ośmieszyć się PiSowi razem z PO (odrzucenie referenduma połączonego z wyborami było taktycznie słuszne, frekwencja wyszłaby poniżej wiążącej, ale byłaby dość wysoka).
Pytanie czemu tyle popełniono durnych błędów. Same ograniczenia umysłowe PBK nie byłyby istotnym problemem, gdyby ten nie otoczył się idiotami. Najwyraźniej w pałacu prezydenckim nie było nikogo na tyle ogarniętego, żeby zaprotestować przeciwko tej bzdurze, a jeśli nawet, to było takich osób zbyt mało. Druga rzecz to wewnętrzna sytuacja PO. Jest ona partią wodzowską, czyli realizuje schemat orientalnego haremu: jest sułtan, potem długo, długo nic, a potem nałożnice i eunuchy. Tylko sułtan wyjechał na emeryturę do Brukseli, a nałożnice i eunuchy zostały, i choć jakoś próbują to ciągnąć to z braku umiejętności idzie im to cokolwiek kiepsko. Swoją drogą podobna sytuacja zapanuje w PiSie po odejściu Kaczyńskiego, tylko w jeszcze większej skali, bo tam wycinano każdego, kto choćby odrobinę wystawał ponad trawę. O tym co się będzie działo w KORWiNie po Korwinie nawet strach myśleć. W ciągu kilku-kilkunastu lat powinniśmy być świadkami kilku niezwykle zabawnych kabaretów.
Pytanie co dalej. Ostatnimi czasy nie mogę pozbyć się wrażenia, że PO chce te wybory przegrać. W sumie ma to sens, współrządzić by musiało w koalicji z Petru, PSLem i ZL, co w praktyce oznacza PO-Nowoczesna-PSL-SLD-TR-PPS-UP-Zieloni. Każdemu trzeba by dać jakiś stołek, przychylić się do jakichś postulatów, rząd byłby zakładnikiem jakichś drobnych grupek (coś jak swojego czasu układ Miller-Jagieliński), a zapewne po góra dwóch latach szlag by to wszystko trafił, a nowe wybory z dość mocną przewagą wygrał PiS. Sytuacja mogłaby być bardziej komfortowa, gdyby ZL poległo, co jest możliwe, sondaże oscylują wokół progu. PO-PSL-Nowoczesna byłoby dużo bardziej stabilniejsze. Pytanie czy jest sens na to liczyć. Na porażce ZL wszyscy korzystają proporcjonalnie do własnej siły, największym beneficjentem jest więc PiS, którego szanse na zwycięstwo gwałtownie rosną.
Alternatywą jest zwycięstwo PiS. Opcji jest sztuk dwie. Pierwsza to rząd mniejszościowy, lub z niewielką większością. Raczej niezbyt stabilny, zwłaszcza gdy poleci poparcie. A poleci, na IV RP można liczyć. Druga to koalicja. Potencjalnych koalicjantów jest dwóch - Kukiz i Korwin. Szanse Kukiza na wejście są jednak dosyć spore, poparcie ciągle wisi ociupinkę nad progiem, widać ci co mieli odejść już odeszli, a tych co zostali już nic nie jest w stanie zrazić. Korwin pewnie przerżnie, ale jakieś szanse na wejście psim swędem jednak ma. Przy obu kandydatach Lepper może nie błyszczał intelektem, ale nieskończenie ich przewyższał stabilnością psychiczną. Wpuszczenie Kaczyńskiego w taki kanał oznacza chwiejny rząd, któremu kadencja upływa na użeraniu się z wariatami. Poparcie powinno polecieć na pysk w ciągu paru miesięcy, a urosnąć opozycji. Łatwo byłoby taki rząd wywrócić w odpowiednim momencie, przeciągając paru posłów koalicjanta, a może i samego PiSu. No i daje to czas na uporządkowanie spraw we własnym ogródku, aby po najdalej połowie kadencji rząd wywrócić (albo i sam od wewnętrznego chaosu się wywróci) i samemu przejąć władzę.. Czyli jest to sytuacja niejako odwrotna do zwycięstwa PO. Ot taki urok tych wyborów – kto wygra to przegra, kto przegra to wygra.
Oczywiście taki scenariusz jest obarczony pewnym ryzykiem. Pierwsze zagrożenie jest takie, że rząd PiSu okaże się kompetentny. Szanse takiego obrotu spraw każdy musi ocenić we własnym zakresie.. Drugie to przejęcie elektoratu przez NPR Petru. Wątpię jednak aby były na to jakieś większe szanse, za bardzo to wygląda na praktyczną realizację pogłosek o „partii OFE”, czyli festiwal lobbingu. A nawet jeśli nie, to nie znaczy że w buty PO się uda wskoczyć. Budowa partii „na surowym korzeniu” grozi dużą ilością niedoświadczonych i przypadkowych posłów, łatwych w rozgrywaniu i korumpowaniu przez starych wyjadaczy (poniekąd to było jednym z istotniejszych powodów upadku Palikota. Trzecie zagrożenie to że coś się wreszcie wykluje na lewicy. Szanse też są niezbyt wielkie, może porażka ZL otrzeźwiłaby środowisko. Czwarte zagrożenie to procesy "samoorganizacji" wśród sponiewieranych aferą taśmową. Potencjalnie tu może kryć się największe zagrożenie, ale ciężko je w tym momencie oszacować. Sama dominacja PO w „obozie III RP” wydaje się być na razie nie zagrożona.
W dłuższej perspektywie czasowej zapewne jednak jakieś duże zmiany zajdą. Sytuacja wygląda na niestabilną. Wysyp nowych inicjatyw i ich względne sukcesy, wskazują, że scena polityczna szuka jakiegoś nowego punktu równowagi i w końcu go znajdzie. Ale chyba jeszcze nie teraz.

Komentarze (3)

Dodaj komentarz
  • only-avianca

    Że też masz głowę do tych wszystkich ewentualności ;) Ale fakt, chyba jeszcze nigdy sytuacja nie była tak nieprzewidywalna. Scena polityczna przechyla się niebezpiecznie w prawo, a to nie jest dobrze, dlatego będę głosować tak, jak będę, bo jako odpowiedzialny obywatel czuję się w obowiązku przyczynić do zachowania homeostazy.
    Ani PBK ani PO absolutnie nie byli przygotowani na kampanie wyborcze. Pierwsza była żałosna, druga jest rozpaczliwa, a obie reaktywne - w odpowiedzi na działania PiS. Nic autorskiego. Bo też trzeba mieć niedobrze w głowie, żeby przed wyborami usunąć twarze PO w cień. P. Kopaczowa była i jest nieudolna i nie zmienię zdania nawet pod żarówą ;)

  • marzatela

    Z grubsza rzecz biorąc - zgadzam się z Twoją oceną. Także w kontekście nazwania Nowoczesnej "partią OFE" - o ten skok na kasę z OFE mam chyba największe pretensje do PO.
    Dołożyłabym jednak jeszcze jedną przyczynę upadku Palikota - jego niestabilność emocjonalną skutkującą chaotycznymi działaniami i brakiem konsekwencji.

  • Gość: [kmat] *.6.ftth.classcom.pl

    @marzatela
    "Także w kontekście nazwania Nowoczesnej "partią OFE" - o ten skok na kasę z OFE mam chyba największe pretensje do PO. "
    Tu mam inne zdanie, uważam, że PO zrobiło to, co powinno być zrobione. Po mojemu powinno być ścisłe rozróżnienie - prywatne podmioty zajmują się działalnością dobrowolną dla wszystkich uczestników na wolnym rynku, a państwo działalnością przymusową - skoro obywatele muszą w czymś uczestniczyć, to niech przez demokratyczne mechanizmy mają nad tym jakąś kontrolę. Takie oddzielenie wyraźną granicą "kapitalizmu" i "socjalizmu". Tymczasem OFE to był jakiś korporacjonistyczny potworek - podmioty prywatne, ale uczestnictwo przymusowe, mechanizmy rynkowe mikre. A to aby nie Kaczyński marzył o korporacjonizmie? No i dlatego NPR ze swoim dziwnym stanowiskiem w tej kwestii nie budzi mojego zaufania.
    "Dołożyłabym jednak jeszcze jedną przyczynę upadku Palikota - jego niestabilność emocjonalną skutkującą chaotycznymi działaniami i brakiem konsekwencji. "
    Tudzież zwykły narcyzm. Od początku miałem wrażenie, że to taki lewicowy Korwin.

    @only-avianca
    "Ale fakt, chyba jeszcze nigdy sytuacja nie była tak nieprzewidywalna."
    Była. Na samiuśkim początku lat 90-tych :) Dość podobnie było też gdy rozlatywał się AWS i UW przy okazji.
    "Scena polityczna przechyla się niebezpiecznie w prawo"
    Po prawdzie to ona chyba przechyla się donikąd. PiS to bardziej prawicowo-lewicowa populistyczna sieczka z lekkim prawym skrętem niż wyraźna prawica.
    "dlatego będę głosować tak, jak będę, bo jako odpowiedzialny obywatel czuję się w obowiązku przyczynić do zachowania homeostazy. "
    Gdybym nie miał wątpliwości, że listy układane pod Millera, Jońskiego i Gawkowskiego przyczynią się do zachowania homeostazy, to też bym tak zrobił. Tylko że mam te wątpliwości..
    "Ani PBK ani PO absolutnie nie byli przygotowani na kampanie wyborcze. Pierwsza była żałosna, druga jest rozpaczliwa, a obie reaktywne - w odpowiedzi na działania PiS."
    Prawda. Logika partii wodzowskiej - jest wódz i są wykonawcy. A wodza zabrakło. PO jest trochę jak kura - utnij głowę to będzie się miotać aż zdechnie. Przeciwieństwo takiego PSLu, który jest jak dżdżownica - utnij głowę to jej rolę przejmie kolejny segment, zresztą prawdziwej głowy to tam ni ma, tylko łańcuszek nerwowy. Lepiej być dżdżownicą :)
    "P. Kopaczowa była i jest nieudolna i nie zmienię zdania nawet pod żarówą ;) "
    Bo i ona jest nieudolna. Udolnych niestety nagrano przy obiedzie.

© Słońce Podkarpacia
Blox.pl najciekawsze blogi w sieci