Menu

Słońce Podkarpacia

Mityczna Europa

kmsmat

Dziś wrzucę coś o historii. Tak mnie najszło.
Różnym grupom etnicznym zdarza się koloryzować swoją własną historię, nieraz w dość znacznym stopniu. Mitami lubią też obrastać ludy wymarłe, zwłaszcza gdy mało o nich wiadomo. Nieraz jedno łączy się z drugim - mitologizuje się mitycznych przodków. Generalnie brak wiedzy mitologizowaniu sprzyja, tak w tym, jak i wielu innych przypadkach.
Mitem który bardzo ponuro odcisnął się na historii Europy byli Ariowie. Plątało to się przez różne mistyczne bzdury w XIX i XX wieku, po różnych teozofiach, antropozofiach, itp. okultyzmach, aż trafiło do zakonu Tiule i stało się istotnym elementem III Rzeszy.
Źródła są mitu są w zasadzie dwa. Pierwsze to istnienie terminu w kulturze ludów indyjskich i irańskich, gdzie funkcjonował on jako pewne samookreślenie. Drugie to dostrzegane już wtedy pokrewieństwo języków indoeuropejskich.
Tu dygresja: o co z tymi językami indoeuropejskimi chodzi. Ktokolwiek był w jakimś innym kraju słowiańskim, musiał dostrzec zauważalne podobieństwo miejscowego języka do polskiego. W Czechach, na Słowacji, Białorusi czy Ukrainie po prostu idzie się dogadać, zwłaszcza po wypiciu. W Rosji, Bułgarii, czy krajach byłej Jugosławii jest już trudniej, więcej trzeba wypić, niemniej podobieństwo też jest zauważalne. O wiele trudniej dostrzec podobieństwa np. polsko-angielskie. Podobnych wyrazów jest dość sporo, ale zwykle są to oczywiste zapożyczenia z greki, łaciny, francuskiego, czy po prostu angielskie słowa w polskim. Niemniej całości podobieństw nie idzie w ten sposób objaśnić. Wyrazy oznaczające członków rodziny (poza kuzynem rzecz jasna), stany (np. stać, leżeć, siedzieć), niektóre liczebniki są dość podobne. Czasami są to podobieństwa trudno dostrzegalne, jak złoto-gold, ziarno-corn, czy znać-know. Czasem też można dostrzec w tym pewną regularność, np. polskiemu z lubi odpowiadać angielskie k lub g, jak w przykładach powyżej. To dość istotna informacja, bo takie regularne różnice występują właśnie między np. blisko spokrewnionymi polskim i czeskim, jak odpowiedniość polskiego g i czeskiego h. Wygląda to więc trochę tak, że między polskim i angielskim istnieje pokrewieństwo podobnego typu, tylko oczywiście dużo bardziej odległe. Te powiązania łączą zresztą dużo więcej języków, podobne analogie da się znaleźć w większości języków Europy (nie wszystkich), oraz Środkowego Wschodu (stąd też termin indoeuropejskie). Podobieństwa są wyraźniejsze jeśli porównuje się ze sobą dawniejsze języki, np. starocerkiewnosłowiański i łacina są podobniejsze niż polski i włoski (tak samo staropolski i staroczeski są bardziej podobne niż ich dzisiejsze postacie). Sugeruje to istnienie w przeszłości jakiegoś prajęzyka i ludu, który się nim posługiwał.
No i tego wspólnego przodka właśnie zmitologizowano i przemieszano z różnymi rasowymi koncepcjami, jakie były wtedy w modzie. Wersje mitu są w zasadzie dwie. Jedna opisuje dumnych zdobywców, konnych jeźdźców wylewających się ze stepów aby podbić spokojnych rolników. Druga, w zasadzie opisywała to samo, tylko ojczyzną nadludzia miała być północ.
Jaki jest stan obecnej wiedzy.. Wspólny przodek faktycznie istniał. Mieszkał na stepie. Był dość ekspansywny. Konia znał, ale o kawalerii można zapomnieć, jeśli już to jakieś prymitywne rydwany zaprzęgnięte do tarpanów (myszate cuś rozmiarami pośrednie między koniem a psem). Czystość rasy miał w rzyci, co zresztą widać gołym okiem. Technicznie był prymitywny, ekspansja zaczęła się jeszcze w neolicie, więc obtłukiwał kamienie jak Papuasi. Nazwa własna jest nieznana. Gdzieś w epoce brązu z jednego z odłamów tego już dość zróżnicowanego ludu wykształcili się prawdziwi Ariowie, czyli przodkowie Indoirańczyków. Zdominowali Azję centralną, skąd ruszyli na południe, podbijając Iran i Indie. Wariantami nazwy była Aria, kraina w dzisiejszym Afganistanie, Iran (od Ariana), jak i etnonim Alanów (od Arianów), dość ciekawego ludu, żyjącego w dzisiejszej południowej Rosji, który zawędrował nawet do Afryki (wraz z germańskimi Wandalami). Językowymi i częściowo biologicznymi potomkami Ariów byli Medowie, Persowie, Scytowie, Sarmaci, wspomniani Alanowie i wiele ludów Indii, zwłaszcza północnych. Dziś ludy indoirańskie to Kurdowie, Osetyńcy (potomkowie Alanów), większość mieszkańców Iranu, Afganistanu, Pakistanu, Tadżykistanu, Indii, Bangladeszu, Sri Lanki (dzielonej z nieindoeuropejskimi Tamilami) i Malediwów. Ironią losu jest, że jedynym w miarę natywnym dla Europy ludem „aryjskim” są pochodzący z Indii Romowie, których aryskie koncepcje dość mocno w przeszłości sponiewierały.
Innym dość częstym obiektem mitologizacji są Celtowie. Przypisuje się im mistycyzm, matriarchat, dominację kultu bogini matki, głęboką wiedzę i uduchowienie, bycie echem starej przedindoeuropejskiej Europy itp. bzdury.
Jest to jedna z grup indoeuropejskich, w przeszłości dominująca w zachodniej Europie (Galowie, Belgowie, Brytowie, ludy z Irlandii, centralnej Hiszpanii, północnej Italii i znad górnego Dunaju), znana też z Czech (Bohemia pochodzi od plemienia Bojów), Bałkanów (Skordyskowie, którzy złupili świątynię w Delfach), a nawet Anatolii (Galaci z listów św. Pawła). Większość z tego maksymalnego zasięgu szlag trafił, ludy celtyckie po okresie prosperity zostały zmielone między Rzymem a Germanami. Do dziś ostały się relikty w Irlandii, Szkocji, Walii i Bretanii. Matriarchalni nigdy wybitnie nie byli, a mistyczne wątki pochodzą w sumie ze średniowiecza, gdy byli już schyłkowym ludem na wyspach brytyjskich, stopniowo podbijanym przez Anglosasów. Z tego okresu pochodzi legenda o królu Arturze, oryginalnie odnosząca się do walk Brytów z Anglami i Sasami, mocno potem zniekształcona na francuskich dworach. Niemniej wikkańskie wizje to czystej wody mitologia.
Pewnym szczególnym przypadkiem tej okołoceltyckiej mitologii są Piktowie z dzisiejszej Szkocji. Dopatrywano się w nich jakiegoś reliktu z epoki kamienia, archetypicznych barbarzyńców, pozostałości przedindoeuropejskiej Europy. Niemiłosiernie eksploatowała ich fantastyka z Conanem barbarzyńcą na czele. Stan wiedzy na dziś – byli to po prostu Brytowie, którzy nie załapali się na rzymski podbój, a potem zostali roztarci między ekspansją anglosaską a gelicką (inna grupa Celtów, pochodząca z Irlandii).
Do Celtów dopisywano też Kimmerów, kierując się podobieństwem nazwy do samookreślenia Walijczyków (Cymry). Realnie nic o ich celtyckości nie wiadomo, ot, był w Antyku taki lud nad Morzem Czarnym, łupił trochę na Bliskim Wschodzie, został rozbity przez Scytów i zniknął. Zbieżność z Cymry jest czysto przypadkowa, sami Kimmerowie mogli być Irańczykami lub jakimś wymarłym ludem. Jest pewna czasowa zbieżność między ich aktywnością na południe od Kaukazu a pojawieniem się Ormian, był to jednak dość burzliwy okres i może to być czysty przypadek.
Trochę podobny przypadek to Pelazgowie, wymarły lud z antycznej Grecji. Tu także na potęgę dopisywano przedindoeuropejskość, kult bogini matki i matriarchat. Realnie wiemy o nich mało, zachowało się kilka imion i nazw miejscowych. Ciekawostką jest występowanie w tych imionach rdzenia teuta- znanego głównie z języków Celtów, wymarłych ludów Italii i wschodniego wybrzeża Adriatyku (czyli indoeuropejskie, ale z innej grupy niż Grecy). Matriarchatu także nie udało się potwierdzić. Według dość ciekawej hipotezy, jakiś ich odłam zawędrował do Palestyny i zasymilowany przez semickie podłoże dał początek Filistynom (egipskie źródła opisują moment ich przybycia i wyraźnie wyprowadzają z okolic Morza Egejskiego).
W pewnym stopniu w tę tendencję wpisują się Baskowie. Lud ten jak wiadomo przetrwał do dziś, ale jest nietypowy dla regionu. Język baskijski nie jest indoeuropejski. Nie jest to też jakaś późniejsza migracja, jak Arabowie, Turcy, czy Węgrzy. Na półwyspie iberyjskim Baskowie ewidentnie poprzedzili ludy romańskie (Hiszpanów z przyległościami) pozostałe w spadku po Imperium Romanum. Już wantyku w okolicach Pirenejów opisywano plemię Vascones, będące ewidentnym przodkiem owych Basków. Jest to więc autentyczny relikt dość odległej przeszłości. Dalej jednak zaczynają się schody. W Baskach widziano potomków łowców-zbieraczy z paleolitu, przybyszy z Atlantydy, oczywiście nie zabrakło kultu bogini matki i matriarchatu. Atlantydę rzecz jasna możemy sobie darować. Paleolit chyba też – po pierwsze tych paleolitycznych zasiedleń było kilka, po drugie neolityczni rolnicy z Bliskiego Wschodu dość skutecznie większość Europy zdominowali, a południe to już absolutnie. Prędzej tym reliktem paleolitu byliby sami Indoeuropejczycy uchowani gdzieś na północnym wschodzie kontynentu. Problemy są też z wyprowadzaniem Basków z tych wczesnych rolników – tych fal też było kilka, a niektóre wręcz dopiero w epoce brązu, czyli w momencie, gdy Indoeuropejczycy Europę w zasadzie zdominowali (tu kłaniają się nieindoeuropejscy Etruskowie, którzy na przełomie epok brązu i żelaza przybyli z okolic Morza Egejskiego do dzisiejszej Toskanii, zresztą w ramach tych samych wędrówek ludów które miały zawlec Filistynów do Palestyny). Generalnie jednak okoliczności pojawienia się Basków to enigma, przedneolityczne datacje można jednak z góry odrzucić.
Trochę inna kategoria to rumuńska mitologia w temacie Daków. O Dakach wiadomo niezbyt wiele (cóż za zaskoczenie), w starożytności plątali się w okolicach dzisiejszej Rumunii, założyli efemeryczne państwo i zostali rozjechani przez Rzymian. Jakieś niezależne resztki uchowały się nad Dniestrem i Cisą, nie przetrwały jednak okresu Wędrówek Ludów. Język jest nieznany, ot parę imion i nazw miejscowych. Zasadniczo narracja wygląda tak – byli dzielni Dakowie pod wodzą dzielnego króla Decebala, których napadł i podbił dzielny cesarz Trajan, a z pomieszania Daków i Rzymian oraz romanizacji tubylców narodzili się Rumuni. W skrajnej wersji mit zakłada, że Dakowie także mówili po łacinie, nie było więc żadnej romanizacji, aczkolwiek po upadku Ceausescu to ekstremum wypadło z głównego obiegu. Wersja bez skrajności brzmi nawet rozsądnie, są z nią jednak pewne problemy. Po pierwsze Dacja była kontrolowana przez Rzym dosyć krótko, na romanizację było trochę mało czasu. Po drugie, przez ten teren po ewakuacji władzy rzymskiej przewaliło się trochę ludów - Gotów, Hunów, Gepidów, Pieczyngów, Połowców itp.; niemniej w rumuńskim nie pozostał po tym żaden ślad. Jest za to sporo zapożyczeń słowiańskich, ale z dość późnej epoki. Po trzecie, pierwsze wzmianki, które da się powiązać z wczesnymi Rumunami dotyczą terenów na południe od Dunaju, z grubsza w okolicach dzisiejszej Macedonii z przyległościami. Po czwarte rumuński nie ma śladu kontaktu z Gotami, ale można w nim znaleźć pewną liczbę starych zapożyczeń albańskich, co ciekawie koreluje z wzmiankami z poprzedniego punktu. Po piąte na północ od Dunaju nikt za bardzo Rumunów nie widział przed X wiekiem, a w większych ilościach przed najazdem Mongołów Batu Chana, którzy zrobili tu demograficzną jesień z dupy średniowiecza. Jak to poskładać.. Ano pewnie było tak. Rumuni wykształcili się gdzieś na południowym zachodzie Bałkanów na bazie ludności łacińskojęzycznej zdemolowanej przez wędrówki ludów, szczególnie ekspansję słowiańską. Do dziś mieszkają tam reliktowe rumuńskojęzyczne grupy Wlachów i Arumunów. I tak sobie tam trwali, aż Mongołowie nie wyludnili terenów na północy, co Rumuni wykorzystali do zaludnienia nowych ziem. Ciekawie wygląda też kwestia tej bałkańskiej ludności łacińskiej, z której mogą pochodzić. Popularny pogląd głosi, że cesarstwo rzymskie rozpadło się na dwie części: łacińskojęzyczną zachodnią i greckojęzyczną wschodnią (Bizancjum). Nie do końca jest to prawda. Wczesne Bizancjum też było łacińskojęzyczne. Początkowo dominowali w nim nie Grecy a Latynowie skupieni głównie na zachodzie Bałkanów. Ten stan uległ zmianie, gdy ekspansja Awarów i Słowian dokumentnie ten zachód spustoszyła redukując owych Latynów do poziomu dość prymitywnych górskich pasterzy. Może więc nie Trajan i Decebal a Justynian?
Dość zbliżony charakter mają dość popularne w Albanii poglądy widzące w Albańczykach potomków Ilirów. Sami Ilirowie zwyczajowo są ludem o którym wiadomo cokolwiek mało. Nie znamy ich języka poza garścią onomastyki. Wiemy że siedzieli w okolicach północnej Albanii i Czarnogóry. Nie wiemy jak byli powiązani z innymi wymarłymi ludami zachodnich Bałkanów. Zwyczajowo do Ilirów wliczano też Dalmatów, Panonów, Dardanów, Japygów (Apulia) i Wenetów; niemniej wenecki i messapijski (jedno z plemion Japygów) trochę znamy i nie są wybitnie podobne ani do siebie, ani do albańskiego. Rzecz jest o tyle istotna, że Japygowie jakby wydają się być jakąś iliryjską kolonią po drugiej stronie Adriatyku. Nie za dobrze wygląda też kwestia tubylczości Albańczyków dla ich dzisiejszych terenów, albańskie nazewnictwo geograficzne tworzy tam dosyć młodą warstwę, nazwy łacińskie są starsze i nie wykazują śladów archaicznych albańskich zmian fonetycznych (jakby Albańczycy pojawili się tam później). Co prawda już Klaudiusz Ptolemeusz znał tam jakichś Albanoi, ale Albańczycy poza peryferyjnymi grupami tej nazwy nie znają, mogło dojść do transferu z jednego ludu na inny. Z drugiej strony od jakiegoś dawnego bałkańskiego ludu oni zapewne pochodzą, świadczą o tym choćby bardzo archaiczne greckie zapożyczenia. Zapewne jednak od innego niż Ilirowie, położonego dalej na wschód (Trakowie?), a do przesunięcia na dzisiejsze tereny doszło w trakcie wędrówek ludów na przełomie antyku i średniowiecza. Rzecz jest o tyle ciekawa, że te tereny dziś mogą uchodzić za pipidówkę i anus mundi, ale wtedy to był sam środek cywilizowanej Europy, pomiędzy Grecją i Italią. Brak historycznych wzmianek jest więc tu co najmniej zastanawiający.
Wszystkich etnicznych mitów tu rzecz jasna nie przedstawiłem, ale chyba nie pominąłem żadnego istotnego, poza naszymi własnymi. Ale o tym może kiedy indziej.

Komentarze (5)

Dodaj komentarz
  • only-avianca

    Zdajesz sobie sprawę, że uważne dobrnięcie do połowy tekstu jest świadectwem dużej sympatii dla autora? Dobrnęłam :) Potem wymiękłam.
    Masz ogromną wiedzę, pewnie warto się nią podzielić, ale po kawałeczku :)

  • Gość: [kmat] *.6.ftth.classcom.pl

    O cholera, nie sądziłem, że aż tak :)

  • Gość: [T.] *.noc.fibertech.net.pl

    Świetny wpis. Tradycyjnie, kilka luźnych uwag.
    Teoria o mówiących po łacinie Dakach była niszowa nawet w Rumunii Ceausescu. Zgodzę się z zaprezentowanym przez Ciebie poglądem, że najprawdopodobniej język romański roznieśli po terenie dzisiejszej Rumunii właśnie ocalali jego nosiciele z południa od Dunaju. Aromuni są z tej samej bajki, ale warto wspomnieć również, gwoli ciekawostki, o języku dalmatyńskim, którego ostatni native speaker odszedł z ziemskiego padołu dopiero w 1898r.
    CDN

  • Gość: [T.] *.noc.fibertech.net.pl

    Co do Basków nie można nie nadmienić forsowanej przez niektórych językoznawców (S.Starostin i jego świta) koncepcji języków dene-kaukaskich obejmujących jakoby: baskijski (wraz z wymarłym akwitańskim), północnokaukaskie (np. czeczeński), chino-tubetańskie, buruszacki, kecki z Syberii oraz języki na-dene z Ameryki Płn. (m.in. Indian Navajo). Wszystkie one mają jakoby stanowić pozostałość hipotetycznego języka pradene-kaukaskiego, którym posługiwano się w Euroazji przez rozprzestrzenieniem się języków nostratycznych. Starostinowi udało się odnaleźć pewne elementarne wspólne słownictwo, zwrócił on przy tym także uwagę na występowanie w wielu spośród w/w języków niezwykłego zjawiska, jakim jest ergatyw. Swoją drogą uwiadomienie sobie, że Czeczeńców łączy pod względem językowym więcej z Indianami z Nevady niźli z mieszkającymi o rzut beretem od nich Gruzinami (języki kartwelskie są nostratyczne) wywołało u mnie reakcję w postaci uderzenia szczęką o podłogę! Co ciekawe, Baskowie (podobnie jak Węgrzy) nie są niemal widoczni na genetycznej mapie Europy (dominuje haplogrupa R1b podobnie jak na całym praktycznie zachodzie naszego kontynentu. Daje to asumpt do przypuszczeń, że ta właśnie halogrupa jest natywną dla Starego Świata. Warto wreszcie zwrócić uwagę na rdzeń aiz oznaczający po baskijsku kamień, którego obecność w takich wyrazach jak siekiera ma jakoby świadczyć o pochodzeniu Basków wprost od ludów epoki kamienia.

  • Gość: [T.] *.noc.fibertech.net.pl

    Niezmiernie frapującym zagadnieniem wydaje się być kwestia nieindoeuropejskiego substratu językowego w językach współczesnej Europy. Niektórzy badacze, i to niekonieczne ci z kręgów "popłuczyn" po madame Blavatsky i jej wiary w pochodzenie Germanów od Atlantów, szacowali ponoć ilość tych słów na nawet aż 30% klasycznego germańskiego zasobu leksykalnego (terminy związane głównie z uzbrojeniem, żeglugą, ale także np. "stork" - "bocian"). Wygląda to na obliczenia zdecydowanie przesadzone, ale chyba faktycznie może być coś na rzeczy - dla niektórych słów faktycznie bardzo ciężko wywieść etymologię indoeuropejską (vide "eel" - "węgorz"). Ciekawa jest również kwestia klasyfikacji języków, z których w/w zapożyczenia mogłyby pochodzić? Na logikę, musiały one dokonać się gdzieś w Skandynawii, jeszcze przed opuszczeniem jej obszaru przez plemiona germańskie - a więc może substrat ugrofiński? Z drugiej strony, ponoć istnieją na terenie dzisiejszej Finlandii toponimy, który na pewno nie mają pochodzenia ugrofińskiego, a jeszcze wcześniejsze... Kto mógł był więc zamieszkiwać ten obszar jeszcze przed Ugrofinami? Jacyś przodkowie ludu Saami? Potomkowie pierwszych osadników, którzy przybyli tam po wycofaniu się lodowca? Kwestia na prawdę intrygująca. Taki nieindoeuropejski substrat jest obecny również w języku greckim - wyrazy zawierające zbitki "-nth-", słowa takie jak "thalassa" - "morze" mają być tego najbardziej widomym dowodem. W tym przypadku chyba możnaby zaryzykować pochodzenie pelazgijskie, ale czy na pewno? Nota bene, haplogrupa E występująca często w północnej Afryce i w Helladzie właśnie jest również ciekawym przyczynkiem do dyskusji o korelacji geny-język.

© Słońce Podkarpacia
Blox.pl najciekawsze blogi w sieci